Poznaj Ewę

Odkąd tylko Ewa pojawiła się na świecie, wszyscy otaczali ją miłością i troską.

Ewa

W miłym domu w mieście Lublinie mieszkała mała Ewa. Ewa miała dużą rodzinę: mamę, tatę, dwóch starszych braci, dwie babcie i dwóch dziadków, a wszyscy, odkąd tylko pojawiła się na świecie, otaczali ją miłością i troską.

Ewa miała jasne włoski, niebieskie oczka, była szczuplutka i delikatniutka. Była pogodna, mądra, dobra i rozważna. 

Bardzo lubiła spędzać czas ze swoją rodziną. 

Często jeździła na wieś, gdzie w dużym domu z wielkim ogrodem mieszkali babcia Basia i dziadek Jurek, pies Simba i biała kotka Lizelotta. Ewa miała tam własną huśtawkę, piaskownicę i domek w ogrodzie, do którego trzeba się było wspinać po drewnianej drabince. Domek był ulubionym miejscem Ewy. Miała w nim prawdziwy, chociaż już zepsuty, telefon, z którego na niby dzwoniła do swoich prawdziwych koleżanek, małe filiżaneczki i talerzyki do zabawy w przyjęcie oraz kolorowe poduchy i kocyk, na których Ewa razem z Lizelotką uwielbiały się bawić, leżeć i rozmyślać albo spać.

Ewa bardzo lubiła, gdy dziadek Jurek huśtał ją na huśtawce. Zawsze śpiewała wtedy z dziadkiem piosenki. Czasami to ona uczyła dziadka swoich piosenek, które znała od mamy albo z przedszkola, a innym razem to dziadek uczył Ewę swoich piosenek. Najczęściej były to piosenki żołnierskie albo ludowe:

Bo maszynka okopana 

I ukryta gdzieś w terenie jest 

Jak panna zakochana 

Której oczy jak marzenie

 Śpiewał dziadek, a z nim Ewa, chociaż nie wiedziała do końca, o jaką maszynkę chodzi w piosence.

Dziadek często zmieniał tekst w piosenkach, tak, żeby opowiadały one o Ewie, a Ewa była wtedy bardzo dumna i szczęśliwa!

Głęboka studzienka, głęboko kopana,

a przy niej Ewunia jak wymalowana…

W ogrodzie w Drzewcach rosło też wiele pięknych kwiatów, które Ewa lubiła wąchać i z których robiła bukiety do swojego domku, a latem prosto z krzaczków i drzewek można było jeść truskawki, poziomki, malinki, porzeczki, czereśnie, morele i wiele innych owoców, a także agrest. 

Agrest Ewa lubiła najbardziej.

Ewa jest bohaterką rodziny. I najważniejsze − Ewa jest bardzo szczęśliwą dziewczynką!

Był piękny, ciepły, słoneczny majowy dzień. Ewa miała 3,5 roczku i spędzała cały dzień z rodziną na wsi u dziadków. Było przepięknie. Kwitły tulipany, narcyzy i wiele innych kwiatów, również drzewka i krzewy owocowe.  Po raz pierwszy w tym roku jadła truskawki i bardzo jej  smakowały! Przez cały dzień bawiła się z braćmi na podwórku, z mamą urządziły piknik na trawie, z tatą grała w piłkę, a z dziadkiem huśtała się i śpiewała piosenki. Babcię namówiła, żeby obiad zjeść w altanie na dworze, nawet krótką drzemkę ucięła sobie razem z Lizelotką w ogrodowym domku. Był to idealny dzień!

***

- Mamusiu, piecze mnie rączka − powiedziała Ewa do mamy podczas wieczornej kąpieli.

- Pokaż, kochanie, w którym miejscu? − zapytała mama i obejrzała Ewci rączkę. Na przegubach dłoni i w wewnętrznych zgięciach łokci rączki były odrobinę zaczerwienione.

- Może to od słońca albo od truskawek, a może jesteś uczulona na pyłki, a może na kota? − zastanawiała się mama. − Nie martw się, posmarujemy łapki na noc i będzie dobrze!

„Żebym tylko nie była uczulona na kota” − pomyślała Ewcia. „Ani na kwiatki, ani na truskawki, ani na słońce, błagam!”.

***

Życzenie Ewy spełniło się, nie była uczulona na żadną z tych rzeczy.

Niestety, ani następnego dnia, ani kolejnego, ani nigdy potem nie było lepiej. Bywało nawet o wiele gorzej. Na rączkach, a później też na nóżkach pojawiały się czerwone, szorstkie miejsca, które swędziały i piekły.

Ewa jeździła z mamą do różnych lekarzy, była nawet przez cztery dni w szpitalu na testach alergologicznych, ale testy niczego nie wykryły i nic nie pomogło.

Mama mówiła, że nie trzeba się tym martwić, tylko smarować piekące miejsca maściami zaleconymi przez lekarzy. Ewa się nie martwiła, ale trudno jej było nie drapać swędzących miejsc. Od tego czasu Ewa ubierała się najczęściej w białe ubranka, białe bluzeczki z długimi rękawkami albo jasne sukienki, bo najbardziej na świecie lubiła chodzić ubrana w sukienki, najlepiej takie, które pięknie się kręciły.

***

Pewnego jesiennego dnia, kiedy za oknem było deszczowo i zimno i nie można się było bawić na dworze, Ewa postanowiła zrobić kąpiel swojej ulubionej laleczce Anastazji. Poszła do łazienki i nalała wody do małej miedniczki, która miała być basenem Anastazji.

Nagle usłyszała głos:

- Cześć, Ewuniu!

Ewa rozejrzała się dookoła i zobaczyła dziewczynkę, która wyglądała dokładnie tak jak ona, była tak samo ubrana, też miała dwa kucyki i identyczną buzię. Od Ewy różniła się tylko tym, że była o wiele mniejsza, właściwie malutka, wielkości Anastazji. Nie była jednak lalką, ponieważ ruszała się, uśmiechała, no i potrafiła mówić!

- Cześć, kim ty jesteś? − spytała Ewa.

- Zapewne chcesz wiedzieć, jak mam na imię? − zapytała dziewczynka i dodała − nie mam jeszcze imienia, mogłabyś wymyślić ładne imię dla mnie?

Ewa zastanowiła się chwilę.

- Może Ania? To bardzo ładne imię! – zaproponowała.

- Wspaniale! Mam już imię! Jestem Ania − powiedziała wyraźnie ucieszona Ania.

- Jesteś krasnoludkiem? − zapytała Ewa, która uwielbiała książki o krasnoludkach.

-  Niezupełnie. Jestem MOCPĄ.

-  Kim? Nigdy nie słyszałam o mocpach!

- Mocpy to są małe, magiczne ludziki, które przychodzą do niezwykłych osób. Ja przyszłam do ciebie.

- Och! Jakie to miłe! Ale ja nie jestem niezwykła… − zawstydziła się Ewa.

Ależ jesteś! To, że tutaj jestem i rozmawiamy, jest najlepszym dowodem! − zapewniła mała mocpa Ania.

Ewa uśmiechnęła się do siebie i do Ani wyraźnie ucieszona z tej odpowiedzi. Czuła się wspaniale! Dziewczynki patrzyły na siebie przyjaźnie. 

−  Pobawimy się razem? − zapytała Ania.

Dziewczynki razem z Anastazją bawiły się w kąpiel. Zabawa była cudowna. Ania z Anastazją pływały w basenie. Ania umiała pływać równie dobrze jak Ewa. Uwielbiała nurkować i wyławiać z dna basenu różne drobne przedmioty, które wrzucała jej Ewa. Lubiła też wskakiwać do basenu. Specjalnie dla Ani Ewa zbudowała z klocków schodki i podest, z którego Ania mogła skakać do wody. Brała za rękę Anastazję i razem wskakiwały do basenu. Ewa nabierała wodę do kubeczka i robiła dla Ani wodospad, a Ania przechodziła przez niego w tę i z powrotem.

Dziewczynki śmiały się, chlapały wodą i piszczały z radości!

W pewnym momencie do łazienki zajrzała mama.

- A co to za radosna zabawa? − zapytała z uśmiechem. 

- Bawię się w basen, mamusiu, razem z Anastazją i moja nową przyjaciółką Anią − odpowiedziała Ewa i chciała przedstawić mocpę mamie, ale Ania zniknęła. Nigdzie jej nie było.

- To jakaś niewidzialna przyjaciółka? – zainteresowała się mama.

Ewa nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się tylko do mamy.

- Przyjdź na kisiel, jak już skończysz się bawić. I nie zapomnij posmarować rączek po zabawie, dobrze?

- Dobrze, zawsze o tym pamiętam.

Mama wyszła z łazienki.

- Aniu, jesteś tutaj? − zawołała niepewnie Ewa i pomyślała, że byłoby bardzo źle, jakby Ania już nie wróciła.

- Jestem − Ania pojawiła się znowu − nie powiedziałam ci jednak jednej ważnej rzeczy. Jestem tu tylko dla ciebie. Nikt inny nie może mnie zobaczyć ani usłyszeć. Nikt inny nie uwierzy, że tutaj mieszkam.

- Nie powinnam mówić nikomu, że jesteś tutaj?

- Możesz mówić, jeśli chcesz, ale nikt nie uwierzy, że jestem tutaj naprawdę. Wszyscy pomyślą, że wymyśliłaś mnie sobie.

- A gdzie ty będziesz mieszkała? Gdzie będziesz spała i jadła? Tutaj w łazience, gdy zgaśnie światło, jest ciemno i strasznie! − zmartwiła się Ewa.

- Tym się nie przejmuj. Mówiłam, że mocpy są magiczne. Mamy własny magiczny, niewidzialny dla ludzi świat i kiedy nie jesteśmy potrzebne, przenosimy się do tego świata. Tam mam własny domek, w którym mieszkam.

- Ewuuuniuuu! Zapraszam na kisiel! − zawołała mama z kuchni.

Ewa pożegnała się z mocpą i poszła do mamy. Postanowiła, że na razie nikomu nie powie o nowej przyjaciółce.

***

Od tamtego czasu Ewa każdą wolną chwilę spędzała w łazience. Ania zawsze wyglądała tak jak Ewa. Była ubrana w identyczne, tyle że o wiele mniejsze ubrania. Rozmawiały i bawiły się. Ewa zabierała do łazienki swoje zabawki, nawet zabawkowe samochody, które kiedyś należały do jej braci, bo okazało się, że Ania jest świetnym kierowcą.

Ania zapewniła Ewę, że razem mogą wszystko i jeśli Ewa nie będzie mogła sobie z czymś poradzić, to żeby jej o tym powiedziała.

***

- Aniu, czy ty też masz uczulenie? − zapytała Ewa, której rączki tego dnia znowu wyglądały gorzej. Były czerwone, szorstkie i bardzo swędziały.

- Mam, tak samo jak ty − odpowiedziała Ania. − Bardzo swędzi, prawda?

- Bardzo! Mama prosi, żebym się nie drapała. Ale to takie trudne, nie drapać się, gdy swędzi! Nie masz sposobu na to swędzenie? Możesz zrobić coś, żeby to uczulenie zniknęło?

- Na razie nie mam sposobu, ale obiecuję, że coś wymyślę. Razem coś wymyślimy, dobrze?

- Dobrze − przytaknęła Ewa i pomyślała, że skoro Ania tak mówi, to na pewno tak będzie.

***

Pewnego dnia podczas zabawy Ania powiedziała do Ewy:

- Wczoraj, gdy spałaś w swoim pokoju, słyszałam rozmowę twoich rodziców.

- Nie spałam wtedy − zaprzeczyła Ewa − też trochę słyszałam. Rozmawiali o mojej chorobie. Naszej chorobie!

- Tak! Usłyszałam, że ta choroba nazywa się AGREST! − obwieściła Ania.

- Naprawdę? Jestem... jesteśmy chore na agrest?

- Na to wygląda…

- Wiesz, Aniu, ja lubię agrest! Lubię różne owoce, ale agrest najbardziej! 

- Naprawdę? Opowiedz mi − poprosiła Ania.

- Owoce agrestu nie wyglądają pięknie, są nieduże, zielone, kulkowate, często są na nich brązowe plamki, a w dodatku są porośnięte włoskami, no i kiedy się je zrywa, można się boleśnie ukłuć, bo na gałązkach agrestowych krzaków rosną długie i ostre kolce. Za to w środku owoce są soczyste i bardzo słodkie! Pycha, mówię ci!

Dziewczynki rozmawiały o agreście − tym do jedzenia i tym swędzącym na ich rączkach. Ewa poczuła się znacznie lepiej, nawet rączki mniej swędziały. Jak to dobrze, że jest ktoś, z kim może porozmawiać o swędzeniu, pieczeniu i tych okropnych tłustych maściach, które brudzą jej sukienki i nocne koszulki! 

Mama oczywiście często pytała, jak Ewa się czuje, przykładała zimne okłady, żeby tak bardzo nie swędziało, smarowała rączki, masowała, głaskała delikatnie, całowała delikatnie i mówiła, że jakby mogła, to zamieniłaby się z Ewą, żeby to ona miała chore rączki, a Ewa zdrowe. Mama była kochana, ale Ewa często nie mówiła jej, jak bardzo swędzi, bo i tak nic nie można z tym zrobić, a po co mamę zasmucać?

Dlatego te rozmowy z Anią o agreście były dla Ewy dobre i bardzo jej potrzebne.

***

Pewnego dnia po przyjściu z przedszkola Ewa wpadła do łazienki jak burza.

- Aniu, ja już wiem, co oznacza agrest! − zawołała od progu

- Co takiego?

- To jest coś, co jest dobre, ale trudne! Trudno jest się nauczyć niedrapania, gdy bardzo swędzi, to naprawdę bardzo trudne! Ale można się tego nauczyć. Będziemy się uczyły rzeczy, które nie są łatwe, ale są dobre! I to właśnie będzie AGREST!

- Zaraz, zaraz… Chcesz powiedzieć, że jak zrobimy coś, co nie jest łatwe, ale można się tego nauczyć, to będzie AGREST? Takie wyzwanie? 

- Właśnie tak!

- Wiesz co? Ja wykorzystam magię i za każdym razem, gdy nam się uda taki AGREST, ja wyczaruję prawdziwy słodki agrest do jedzenia. W nagrodę! Co ty na to?

Wspaniale! Cudownie, Aniu!

***

Ewa razem z małą mocpą Anią przyjaźnią się do dzisiaj. Ewa ma już 7 lat i zadziwia wszystkich, bo jeśli na czymś jej zależy, potrafi się tego nauczyć. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, nigdy nie mówi, że coś jest za trudne albo że jest na coś za mała. Przeciwnie, cieszy się, gdy odkryje coś trudnego, nad czym może pracować, pracować i ćwiczyć, ćwiczyć, aż w końcu udaje jej się to zrobić!

Ewa zjadła już wiele magicznych agrestów.

Ewa zaczęła chodzić na zajęcia baletowe. Lubiła patrzeć na swoje starsze koleżanki z zespołu, a później, w domu, ćwiczyła, ćwiczyła, ćwiczyła. Nauczyła się robić szpagat w przód (AGREST) i szpagat w bok (AGREST). Długo ćwiczyła, by nauczyć się robić gwiazdę. Wiele razy się potłukła i ciągle miała siniaki, ale w końcu się udało! AGREST!

Teraz postanowiła nauczyć się robić mostek − AGREST!

Ewa była troszkę nieśmiałą dziewczynką, ale postanowiła nie wstydzić się i zgłaszać się w szkole zawsze, gdy zna odpowiedź na zadane przez panią pytanie. AGREST! 

Nauczyć się przepływać cały basen – AGREST!

Płynąć szybciej niż Nikodem − AGREST!

Pewnie, że łatwiej jest się pobawić lalkami, niż odkurzyć całe mieszkanie, ale Ewa wybiera odkurzanie − AGREST!

Czasami skóra swędzi jak licho, ale swędzenie w końcu minie i lepiej jej nie drapać − AGREST!

Ewa zadziwia wszystkich. Mama, tata, bracia zastanawiają się, skąd u niej taki niezłomny charakter. Pani w szkole mówi, że nie pamięta, aby miała kiedyś ucznia z takim charakterem. Twierdzi, że Ewa daleko zajdzie. Ewa nie wie, co pani ma na myśli, gdy tak mówi, trzeba się tego dowiedzieć − AGREST! Wszyscy podziwiają Ewę i są z niej dumni. Ewa jest bohaterką rodziny. I najważniejsze − Ewa jest bardzo szczęśliwą dziewczynką!

KONIEC

Czekamy na Twoją historię

Twoje dziecko choruje na atopowe zapalenie skóry, ale nie daje się chorobie i realizuje swoje pasje? Nie możemy się doczekać, żeby je poznać!

Ewa to prawdziwa
Atopowa Bohaterka!

Podziel się historią Ewy z innymi. Buduj z nami społeczność Atopowych Bohaterów.

Poznaj innych Atopowych Bohaterów